Kwiecień, 2010

Polsla Liga Kickboxingu – muaythai I k-1 rules

środa, Kwiecień 28th, 2010

Firma TREC NUTRITION zaprasza na Polską Ligę Kickboxingu z udziałem zawodnika TREC TEAM – Mariusza MARIO Cieślińskiego!



Figiel polega na utrzymaniu adrenaliny – rozmowa z Jarosławem Hampelem, żużlowcem Unii Leszno

wtorek, Kwiecień 20th, 2010

W rozmowie z portalem SportoweFakty.pl Jarosław Hampel opowiada o przygotowaniach do rozpoczynającego się w najbliższą sobotę cyklu Grand Prix oraz o stresie jaki towarzyszy zawodnikom podczas prestiżowych imprez.

Jan Gacek: W twoim teamie pojawiła się nowa osoba, spec od koncentracji – Mariusz Cieśliński. Jak doszło do nawiązania współpracy?

Jarosław Hampel: – Współpracowałem z Mariuszem Cieślińskim, kiedy jeździłem w Atlasie Wrocław. Znamy się więc od dawna. Zawsze ceniłem sobie jego wiedzę i umiejętności. Nawet, kiedy zostałem żużlowcem Unii Leszno nie przestaliśmy ze sobą pracować. Teraz w związku z moimi startami w Grand Prix zdecydowałem się zacieśnić z nim współpracę. Opracowujemy plan, który będziemy konsekwentnie realizowali. Mariusz Cieśliński będzie towarzyszył mi w parkingu podczas wszystkich rund Grand Prix oraz poprzedzających je treningach. On potrafi wykrzesać ze mnie maksimum zaangażowania. Myślę, że włączenie go do mojego teamu okaże się dobrym posunięciem.

Na czym polega sztuka koncentrowania się podczas zawodów? Starasz się odciąć od tego co się dzieje wokół ciebie i skupić wyłącznie na jeździe?

– To nie jest tak, że można odciąć się zupełnie o tego co dzieje się podczas zawodów i skoncentrować się wyłącznie na swoich wyścigach. Już w momencie, kiedy następuje wyjazd do prezentacji a potem do pierwszego wyścigu pojawiają się emocje, przed którymi nie ma ucieczki. Podwyższona adrenalina i koncentracja towarzyszą mi przez cały czas trwania imprezy. Figiel polega na tym, żeby utrzymać odpowiedni poziom adrenaliny przez całe zawody. Często jest przecież tak, że decydujące rozstrzygnięcia zapadają w ostatnich wyścigach. Zarówno organizm jak i psychika muszą wytrzymać 2 – 3 godziny na maksymalnych obrotach. Po takich zawodach, bez względu na wynik, kiedy schodzi ze mnie napięcie czuję się bardzo zmęczony. Trzeba umieć sobie z tym radzić.

Rozumiem więc, że w trakcie zawodów śledzisz rywalizację na torze, analizujesz zmiany stanu nawierzchni, ścieżki na torze, przyczepność pól startowych…Znajdujesz chwile na wyciszenie i odrobinę relaksu przed swoimi wyścigami?

– W moim przypadku tak właśnie jest, że analizuję wszystko co się dzieje w trakcie zawodów. Mam jednak swoje sposoby, żeby się zrelaksować w czasie turnieju. Głównie chodzi o to, żeby emocje wpływały na mnie pozytywnie a nie negatywnie. Wierzę, że z pomocą Mariusza Cieślińskiego będę sobie z tym dobrze radził.

Podczas ubiegłorocznego finału Grand Prix Challange dopadał cię silny stres. Bardzo denerwowałeś się kiedy następowały przerwy w zawodach. Nie przeszkodziło ci to w odniesieniu sukcesu…

– Tak właśnie było. Kiedy następowały przerwy w zawodach robiło się nerwowo. Stres dawał o sobie znać, ale to było normalne. Dla mnie tamte zawody były najważniejszymi ze wszystkich ubiegłorocznych. To dzięki temu, że stanąłem wówczas na podium jestem stałym uczestnikiem tegorocznego cyklu Grand Prix.

Finał Grand Prix Challenge był chyba jeszcze bardziej stresujący niż czekające cię w sobotę zawody. Tamten turniej decydował o awansie do elity. Grand Prix Europy to przecież „tylko” jedna z rund tegorocznej edycji cyklu…

– Rzeczywiście, stawką finału Grand Prix Challenge był awans do światowej elity i pod tym względem tamte zawody były wyjątkowe. Nie uważam jednak którejkolwiek z czekających mnie rund Grand Prix za mniej ważne. Dla mnie zbliżająca się inauguracja to szczególny moment. Jeśli zawodnik chce osiągnąć sukces w Grand Prix musi stawać na wysokości zadania we wszystkich rundach. Różnice w punktacji na koniec sezonu mogą być tak niewielkie, że o miejscach w klasyfikacji generalnej mogą zadecydować poszczególne wyścigi. Nie można więc dzielić zawodów z cyklu Grand Prix na ważne i mniej ważne.

Kibice i dziennikarze od wielu lat widzą w tobie następcę Tomasza Golloba. Nie męczy cię rola, którą ci przypisano?

– Wiem, że oczekiwania wobec mojej osoby są ogromne zarówno ze strony kibiców jak i mediów. Muszę sobie z tym jakoś radzić. Nie ukrywam, że to nie jest dla mnie wygodne. Przez to pojawia się przecież dodatkowa presja. Staram się jednak zachowywać do tego dystans i konsekwentnie realizować swoje plany.

Po katastrofie w Smoleńsku odwołano imprezy żużlowe w Polsce. Czy wykorzystałeś ten czas na treningi?

– Bardzo intensywnie ćwiczyłem przez te dwa tygodnie. Warunki sprzyjały jeździe na torze więc dbałem o to, żeby nie tracić kontaktu z motocyklem. Muszę jednak przyznać, że żaden trening nie może równać się z zawodami. Podczas jazd ćwiczebnych zawodnik funkcjonuje na 50 proc. Koncentrujemy się głównie na sprawdzaniu sprzętu i czerpaniu przyjemności z jazdy. Trudno to w ogóle porównywać z rywalizacją. W ciągu ostatnich dwóch tygodni wykonałem też sporo ćwiczeń, których celem było podtrzymanie dyspozycji fizycznej wypracowanej zimą. Pracowałem również nad refleksem. Jestem przekonany, że dobrze zrobiłem dbając o formę w tym smutnym dla nas wszystkich okresie.

Łatwo było ci skupić się na własnych zajęciach w pierwszych dniach po tragedii? Wielu ludzi miało problemy z płynnym przejściem do porządku dziennego…

– Ja sobie doskonale poradziłem z sytuacją. Mam na myśli skupienie się na pracy, którą wykonywałem. Sama tragedia, do której doszło pod Smoleńskiem nie pozostawiła mnie jednak obojętnym. Przeżywałem to chyba tak samo jak większość Polaków. Myślę jednak, że to nic dziwnego bo trudno przejść bez emocji obok takiego wydarzenia. Cieszę się jednak, że mimo smutku potrafiłem skoncentrować się na pracy i konsekwentnie robić to co do mnie należy. Na pewno ten okres nie wpłynął negatywnie na moją formę sportową.

Miałeś okazję spotykać się z prezydentem Lechem Kaczyńskim po zwycięstwach naszej reprezentacji w DPŚ…

– Tak i muszę przyznać, że miło zapamiętałem tamte spotkania. Lech Kaczyński był bardzo sympatyczny. Czuło się, że jest optymistycznie nastawiony do świata. To był człowiek, który miał swoje wartości i był im wierny. Szanuję takich ludzi. Szkoda, że dopiero, kiedy taka postać umiera zaczynamy głośno mówić o jego dobrych cechach. Odnoszę się w tej chwili do wrażenia jakie wywarł na mnie prezydent jako osoba. Polityka to w tym kontekście zupełnie inna sprawa.

Źródło: sportowefakty.pl